Lepel: Nie jestem cudotwórcą

W czwartek biathlonowa reprezentacja Polski rozpocznie swoje ostatnie przedsezonowe zgrupowanie. Zamiast do awizowanego wcześniej Sjusjoen podopieczni Tobiasa Torgersena i Rafała Lepela wyruszą do Dombas. - Bywaliśmy tam już wcześniej, znamy to miejsce - powiedział Lepel, dla którego to pierwszy pełny sezon w roli trenera męskiej kadry.

Rafał Lepel obowiązki szkoleniowca grupy seniorów objął tymczasowo już po igrzyskach w Pekinie. Wiosną zarząd Polskiego Związku Biathlonu powierzył mu męską kadrę już na stałe. 32-latek z Katowic podpisał kontrakt do 2026 roku. W poprzednich latach Lepel opiekował się męską częścią kadry młodzieżowej. Jego podopieczni zdobywali w tym czasie medale Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich, Mistrzostw Świata Juniorów Młodszych, Mistrzostw Europy Juniorów Młodszych oraz Europejskiego Festiwalu Młodzieży. Teraz jego zadaniem będzie odbudowanie drużyny seniorów. 

Podczas Mistrzostw Polski w biathlonie na nartorolkach zmagaliście się z epidemią - większość zawodników chorowała albo wracała po chorobie. Czy ten wyboisty etap przygotowań już za wami?

- Niewątpliwie wrześniowe zgrupowanie w Kościelisku było jednym z bardziej pechowych. Nie sprzyjała nam pogoda, wielokrotnie musieliśmy modyfikować plany treningowe. Do tego doszły przeziębienia i choroby. Końcówka września nie poszła po naszej myśli, ale chłopacy szybko się pozbierali i na kolejnym obozie w Oberhofie wszystko było już w porządku. Pogoda znów była kapryśna, ale w końcu ten ośrodek z tego słynie. Mieliśmy do dyspozycji tunel narciarski oraz krytą halę strzelecką, więc plan zrealizowaliśmy w stu procentach.

Pogoda w dalszym ciągu was jednak nie rozpieszcza. Na ostatni przedsezonowy obóz mieliście jechać do Sjusjoen skąd płyną komunikaty o braku śniegu. Jaką macie alternatywę?

- Trasa w Sjusjoen miała być już gotowa 4 listopada, ale ze względu na wysokie temperatury i opady deszczu otwarcie ośrodka zostało przesunięte na późniejszy termin. Mamy to szczęście, że trener kadry seniorek Tobias Torgersen mieszka w Norwegii i jest na bieżąco z sytuacją śniegową na tamtejszych obiektach. Zdecydowaliśmy się na Dombas, który już teraz dysponuje pętlą o długości 2,8km. Bywaliśmy tam już wcześniej, znamy to miejsce. Plan jest jednak taki, że gdy tylko dostaniemy informacje ze Sjusjoen, że obiekt jest już gotowy to przeniesiemy się tam. Dombas jest tylko dwie godziny drogi obok.

Przewidujesz jeszcze jakieś sprawdziany formy przed sezonem?

- Podsumowaniem okresu letniego miały być mistrzostwa Polski. Niestety ze względu na wspomniane wcześniej choroby zawodników nie wyszło to jak planowaliśmy. Z sześciu chłopaków tylko dwóch nie miało w tamtym okresie problemów ze zdrowiem. Kolejny sprawdzian planujemy podczas tradycyjnych zawodów otwarcia sezonu biathlonowego. Miały się one odbyć w Sjusjoen, ale dziś już wiemy, że przeniesiono je do Lillehammer.

Ilu zawodników planujesz powołać do składu na zawody w Kontiolahti?

- Mimo, że dysponujemy tylko trzema miejscami startowymi w sprincie i biegu indywidualnym będę potrzebował czterech zawodników, a to dlatego, że w programie zawodów jest również sztafeta. Jeden z zawodników dołączy do grupy startującej w Pucharze IBU, z kolei Konrad Badacz sezon rozpocznie startami w Pucharze IBU Juniorów.

Co z monitoringiem zawodników trenujących w kadrze B? Wiemy o zmianach organizacyjnych w tej grupie, a niektórzy z niezłej strony pokazali się choćby na nartorolkowych mistrzostwach Polski. Czy oni też będą brani pod uwagę przy ustalaniu składu na Puchary Świata?

- W pierwszym trymestrze raczej będę ograniczał się do zawodników z kadry A. Przerwa świąteczna będzie czasem na weryfikację i wyciąganie wniosków, a co za tym ewaluację wszystkich grup startowych. Wtedy podejmę decyzję odnośnie dalszej polityki startowej. Może być tak, że ktoś udanymi startami w listopadowych i grudniowych Pucharach IBU zasłuży sobie od stycznia na awans do pierwszej reprezentacji.

W każdej przedsezonowej rozmowie musi paść pytanie o założenia wynikowe. Znając ciebie pewnie stawiasz sobie bardzo konkretne cele?

- W ostatnim czasie słyszałem to pytanie już kilkukrotnie. Każdy kto choć trochę śledzi biathlon to wie, że wyniki polskich biathlonistów w poprzednich sezonach nie były rewelacyjne. Nie jestem cudotwórcą i na pewno nie zmienię tego diametralnie w ciągu roku. Cele muszą być zatem realistyczne.  Liczę więc, że ten sezon będzie po prostu lepszy niż poprzedni. Chciałbym, żebyśmy mieli więcej miejsc w sześćdziesiątce, więcej występów punktowanych, żeby sztafety dobiegały do mety. Jeśli to nam się uda zrealizować będzie to krok naprzód.

Śledzisz przygotowania kadry młodzieżowej? Z dużą częścią tych zawodników sam jeszcze rok temu pracowałeś.

- Jest tam grupa bardzo młodych chłopaków. Tej zimy czekają ich jeszcze starty w kategorii juniorów młodszych. W kontekście pracy w pierwszej reprezentacji jest to jeszcze za wcześnie. Widywaliśmy się jednak podczas niektórych zgrupowań. Widziałem jak trenują i się rozwijają. Mieliśmy wspólne sprawdziany i było widać dobrze wykonaną pracę z trenerami Łukaszem Słoniną i jego asystentem Sergiejem Dolidowiczem.

Czy zmiany personalne, które zaszły ostatnio w pionie sportowym miały w twojej ocenie wpływ na funkcjonowanie waszej grupy?

- Jesteśmy osobną grupą, mamy swój plan, swoje obozy, swoje zadania do wykonania i tak na co dzień nic w naszych działaniach się nie zmieniło. Jest jednak jeszcze druga strona medalu – bardziej mentalna czy społeczna. Był to temat, o którym nie dało się nie rozmawiać, nie dało się nie myśleć. Jednych dotknęło to bardziej, drugich mniej, ale nie można powiedzieć, że ktokolwiek przeszedł obok tego tematu obojętnie. Może nie było to jakoś wielce destrukcyjne, ale na pewno zabrało trochę energii.

Powiązane osoby

 Polska | mężczyzna | Rafał Lepel