Za naszymi biathlonistkami występ w biegu na 15km. Monika Hojnisz-Staręga i Kamila Żuk, które igrzyska w Pekinie rozpoczęły od lokat w czołowej czterdziestce są zgodne, że poniedziałkowa rywalizacja była bardzo wymagająca. - Organizatorzy postarali się, żeby bieg nas bolał – powiedziała Hojnisz-Staręga.

Nasza najbardziej doświadczona biathlonistka okazała się być dzisiaj zarazem tą najlepszą. Monika Hojnisz-Staręga podniosła ciśnienie wszystkim kibicom biathlonu w Polsce, gdy po dwóch bezbłędnych strzelaniach znajdowała się w absolutnej czołówce poniedziałkowego biegu na 15km. Druga część rywalizacji nie była już tak udana. Dwa pudła i straty w biegu na ostatnim okrążeniu sprawiły, że zajęła dwudziestą lokatę.

- Jestem zasmucona swoją postawą na strzelnicy, bo przy tych warunkach można się było spisać lepiej. Pogoda była dla nas łaskawa, co widać po strzelaniach innych zawodniczek.  Ostatecznie nie jest może najgorzej, ale wiem, że pudła były wynikiem moich błędów. Można było to strzelanie dopracować. Szkoda, ale to jeszcze nie koniec igrzysk – zapowiedziała Hojnisz-Staręga po swoim starcie.

- Narty miałam dobrze przygotowane. Dystans 15km nigdy nie jest łatwy, a swoje dołożyła również trasa. Może nie ma tutaj stromych podbiegów, ani ostrych zjazdów, ale za to trzeba cały czas pracować i nie ma ani jednej chwili na odetchnięcie. Nawet gdy jest już jakiś zjazd to taki, na którym i tak trzeba się rozepchać, bez możliwości wychillowania. Organizatorzy postarali się, żeby bieg nas bolał – oceniła Polka.

Dla Hojnisz-Staręgi dwudziesta lokata i tak jest najlepszym otwarciem igrzysk w karierze. W Soczi Polka na początek zajęła 21. miejsce, cztery lata później igrzyska w Pjongczang rozpoczęła od 45. Pozycji (w obu przypadkach pierwszym startem był wówczas sprint). Gdyby tak prześledzić dotychczasową historię występów Hojnisz-Staręgi na dużych imprezach to pierwsze starty w jej wykonaniu nigdy nie należały do szczególnie udanych. Najlepsze wyniki zawsze notowała w drugim tygodniu zawodów.

Względnie zadowolona ze swojego występu była Kamila Żuk. Druga z Polek spudłowała trzy razy i zajęła 36. miejsce, co jest jej najlepszym rezultatem w tej konkurencji w całej seniorskiej karierze.

- Ze strzelania jestem zadowolona, natomiast jeśli chodzi o bieg to był on zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Nie spodziewałam się jednak lepszego występu. Przed zawodami nie wszystko poszło niestety po mojej myśli. Nie dopisało zdrowie, więc liczę, że kolejne starty będą lepsze i przyzwyczaję się do tych ciężkich warunków – powiedziała Żuk, która przyznała, że od przyjazdu do Chin zmaga się z przeziębieniem.

- Nie było to jakieś zaniedbanie z mojej strony, po prostu byliśmy zmęczeni podróżą. Po przyjeździe do wioski nasze pokoje były bardzo wyziębione i mój organizm tego nie wytrzymał. Pochorowałam się i nie byłam w stanie wykonać wszystkich zaplanowanych treningów, które miały mnie przygotować do dzisiejszego startu. Wysokość nad poziomem morza nie pomaga i naprawdę było trzeba być rewelacyjnie przygotowanym do tego biegu, żeby powalczyć o coś więcej – dodała.

- Dzisiejszy start kosztował mnie bardzo wiele. Liczę, że pomoże mi to napędzić się na sprint i resztę startów. Wychodzę z założenia, że pierwszy najgorszy start za nami i teraz już będzie tylko z górki – zakończyła optymistycznie Żuk.

Kinga Zbylut z trzema karnymi minutami na koncie zajęła 55. miejsce. Poniedziałkowy start całkowicie nie wyszedł Annie Mące, która strąciła tylko jedenaście krążków i z czternastoma minutami straty sklasyfikowana została na przedostatniej 85. lokacie.

Kolejny start polskie biathlonistki zaliczą w piątek, kiedy wystartują w biegu sprinterskim. Punkty zbierane w trzech pierwszych indywidualnych konkurencjach będą postawą do wywalczenia kwalifikacji do startu w biegu masowym. Po biegu na 15km nazwisko Moniki Hojnisz-Staręgi z dorobkiem 21 punktów na prowizorycznej liście startowej widnieje przy numerze 24.

Powiązane osoby

 Polska | kobieta | Kamila Żuk

 Polska | kobieta | Monika Hojnisz-Staręga