W sobotę w Kontiolahti nastąpi pucharowa inauguracja biathlonistów. Z nowymi nadziejami do kolejnego sezonu podchodzi Grzegorz Guzik. - Progres w wynikach przyjdzie, jestem tego pewien, ale niekoniecznie od razu podczas pierwszego weekendu. Na treningach wszystko wygląda naprawdę fajnie, ale zapewne potrzeba trochę cierpliwości – powiedział Guzik.

Spośród reprezentantów Polski to właśnie 29-latek z Żywca osiąga w ostatnich latach najlepsze rezultaty. Podczas lutowych MŚ w Anterselwie zajął 24. miejsce w sprincie, zaś w biegu pościgowym finiszował na 33. pozycji. Guzik pracował ciężko nad tym by kolejnej zimy te wyniki były jeszcze lepsze.

- Większość zgrupowań mieliśmy w Dusznikach-Zdroju, ale udało się potrenować też na nartach w Ramsau. Mimo pandemii wszystko przebiegło całkiem dobrze, zawsze dawaliśmy z siebie wszystko. Jeżeli w grupie panuje fajna atmosfera to wcale nie czuć ciężaru przygotowań. Najwięcej czasu poświęciliśmy na pracę nad techniką biegu i wydaje mi się, że w tym elemencie poczyniłem ostatnio największy postęp – powiedział Guzik.

Po wywalczeniu czterech miejsc startowych na sezon 2020/21 wiosną z funkcji trenera polskich biathlonistów zrezygnował Adam Kołodziejczyk. Jego następcą został Anders Bratli. Celem norweskiego szkoleniowca jest udany występ jego podopiecznych na igrzyskach olimpijskich w Pekinie.

- Awans zespołu na igrzyska to dla mnie najważniejszy cel na ten sezon. Ponadto chcemy w przynajmniej jednym biegu sztafetowym zmieścić się w czołowej dziesiątce. Oba te cele są jak najbardziej realne. Jeśli chodzi o moje osobiste założenia na ten sezon to nie zamierzam kłaść na siebie wielkiej presji związanej z osiągnięciem konkretnych wyników. Po prostu chcę w czasie zawodów pokazać wszystko to nad czym pracowałem na treningach – dodał Guzik.

- Po tak naprawdę pół roku pracy z nowym trenerem trudno oczekiwać, że nagle będziemy nie wiadomo jakimi zawodnikami. Progres w wynikach przyjdzie, jestem tego pewien, ale niekoniecznie od razu podczas pierwszego weekendu. Na treningach wszystko wygląda naprawdę fajnie, ale zapewne potrzeba trochę cierpliwości – ocenił.

Guzik przyznał, że rozpoczynający się sezon zapowiada się bardzo wyjątkowo nie tylko ze względu na brak publiczności, ale też z uwagi na spore zmiany w kalendarzu startów.

- Czekają nas dwa tygodnie zawodów w Kontiolahti, potem przenosimy się do Hochfilzen i tam zostajemy już do świąt. Jest to na pewno nietypowe, ale przynajmniej nie będziemy musieli się tyle przepakowywać. Do reżimu sanitarnego stosujemy się już od dawna. Bez maseczek będziemy mogli się poruszać praktycznie tylko na trasie. Pewne ograniczenia się pojawiły, ale w końcu chodzi o nasze i innych bezpieczeństwo – powiedział.

Dla polskich biathlonistów oprócz startów w Pucharze Świata oraz Mistrzostwach Świata ważnym wydarzeniem będą Mistrzostwa Europy planowane pod koniec stycznia w Dusznikach-Zdroju. Gdy impreza ta gościła na dusznickim obiekcie cztery lata temu Guzik wywalczył tam wraz ze swoją małżonką Krystyną brązowy medal w supermikście.

- Marzy się powtórka podobnego wyniku. Nie wiemy jednak jak będzie wyglądał ten sezon. W zależności od sytuacji mamy plan A, plan B, a nawet plan C. Zobaczymy jak plan startowy się ułoży, ale wiem, że gdzieś po cichu trener zakłada nasze występy w Dusznikach-Zdroju. Mamy jeszcze czas na ostateczne decyzje – zakończył Guzik.

Pierwszym startem biathlonistów w Kontiolahti będzie bieg na 20km. Jego początek planowany jest na najbliższą sobotę na godzinę 11:00.

Powiązane osoby

 Polska | mężczyzna | Grzegorz Guzik