Galeria Mistrzów: Robot z ludzkimi emocjami

Gdy wygrywał pierwsze olimpijskie złoto w Soczi pisaliśmy o nim jako o godnym następcy Raphaela Poiree. Martin Fourcade - już wtedy z niezwykłą kolekcją medali MŚ i kryształowych kul - wydawał nam się dopiero wychodzić z cienia swojego wielkiego poprzednika. Minęły cztery lata a my zadajemy pytanie czy Fourcade'a już teraz można stawiać wyżej niż Ole Einara Bjoerndalena.

Porównajmy dokonania obu biathlonistów na tym samym etapie kariery. Fourcade kończy w tym roku trzydzieści lat, Bjoerndalenowi trzydziestka stuknęła w 2004 roku, do naszej tabelki zaliczyliśmy mu więc wszystkie osiągnięcia do końca sezonu 2003/04. Posiłkowaliśmy się jedynie sukcesami indywidualnymi. Bjoerndalen sporo medali zawdzięcza biegom sztafetowym, koledzy Fourcade'a z reprezentacji aż tak dobrzy nie są.

  Fourcade Bjoerndalen
Złote medale IO indywidualnie 3 4
Medale IO indywidualnie 5 4
Złote medale MŚ indywidualnie 10 2
Medale MŚ indywidualnie 16 10
Duże kryształowe kule PŚ 6 2
Małe kryształowe kule PŚ 26 8
Zwycięstwa w PŚ 70 43
Podia w PŚ 131 85


Dysproporcja na rzecz Fourcade'a wynika też z tego, że Bjoerndalen swoje najbardziej udane sezony w PŚ oraz MŚ notował będąc już po trzydziestce. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli Francuz nie zwolni tempa w wygrywaniu, a czysto sportowo mało co zapowiada jakieś ostre hamowanie pod tym względem, to niebawem wymaże wszelkie rekordy Norwega. Swoją drogą ciekawe czy wtedy tytuł "Króla Biathlonu", którym od kilkunastu już lat posługuje się Bjoerndalen, przejdzie na Fourcade'a?

Jedyną osobą, która może mu przeszkodzić jest... sam Fourcade. Nie wiadomo bowiem jak długo Francuzowi będzie chciało się chcieć. Sam wielokrotnie powtarzał, że nie zamierza przeciągać kariery w nieskończoność, a ustanawianie nowych rekordów nie jest dla niego kuszącą perspektywą. Mówił tak chociażby w wywiadzie udzielonym Biathlon.pl w marcu 2014 roku:

- W sporcie nie chodzi tylko o wygrywanie. Chodzi też o uczucia, emocje. Gdyby zależało mi tylko na medalach, to powiedziałbym sobie "stop" już teraz. Biathlon dostarcza mi jednak sporo emocji. Nie zależy mi na biciu rekordów.  Bjoerndalen to legenda biathlonu i nigdy mu nie dorównam. Wygrywam dla siebie, a nie po to by być lepszym od Ole. Na pewno jednak skończe karierę wcześniej niż on. Mam w swoim życiu sporo ciekawych rzeczy do zrobienia - powiedział.

Co innego jednak mówi, co innego robi. Gdyby dziennikarze i statystycy nie liczyli mu pucharowych zwycięstw, Francuz robiłby to za nich. Po każdej wygranej zamieszcza w mediach społecznościowych wpis z aktualizacją licznika triumfów. Czy tak postępuje osoba, której nie zależy? Taki właśnie jest Fourcade, pełen sprzeczności. Z jednej strony robot, który wygrywa bieg za biegiem, z drugiej strony jest to człowiek niezwykle emocjonalny. Okazuje to nie tylko unosząc zaciśniętą pięść w górę w geście wygranej tuż po zakończonym strzelaniu. Gdy przegrywa kipi z niego wściekłość - wystarczy spojrzeć na miny, jakie prezentuje na podium, gdy jest "zaledwie" drugi lub trzeci. 

Marcel Fourcade, ojciec biathlonisty przyznał ostatnio, że pewne niejednoznaczne wypowiedzi o ewentualnym zakończeniu kariery przez Martina po tym sezonie to blef. Wszystko po to by dać złudną nadzieję rywalom, namieszać im w głowach, a później ten mętlik wykorzystać na własne potrzeby. Zresztą po co miałby się wycofywać teraz skoro w końcu doczekał się godnego rywala? Może Johannes Boe nie pokazuje tego póki co w Pjongczang, ale dawno nie było już zawodnika, który potrafiłby tyle razy w tak krótkim odstępie czasu ograć Francuza. Jeszcze będzie ciekawie.

Powiązane osoby

 Francja | mężczyzna | Martin Fourcade