Pogrom faworytów, mistrz świata sprzed siedmiu lat znowu górą

Martin Fourcade i Johannes Thingnes Boe pudłowali jak najęci i nie wywalczyli medalu olimpijskiego w sprincie. Najlepiej dzisiejszy dzień w Pjongczang wspominać będzie Arnd Peiffer, który wywalczył tytuł mistrzowski. Grzegorz Guzik awansował do biegu pościgowego.

Bieg miał niespotykany przebieg, bo zawiedli ci, na których stawiali wszyscy eksperci. Martin Fourcade, który do tej pory nie schodził z podium spudłował trzykrotnie już podczas pierwszego strzelania i zajął dopiero ósme miejsce. Po bezbłędnej stójce Francuz wlał trochę nadziei do serc swoich kibiców, bo tracił tylko 12 sekund do medalowej pozycji. Będąc w najwyższej formie z pewnością taką różnicą by odrobił, ale nie dziś.

Jeszcze gorzej spisał się Johannes Thingnes Boe, który biegał aż cztery karne rundy i do mety dotarł z 31. czasem okazując się najgorszym z Norwegów. Erlend Bjoentegaard, Tarjei Boe i Emil Hegle Svendsen - wszyscy pudłowali po dwa razy i zajmowali kolejno piąte, trzynaste i osiemnaste miejsca. Do klęski z igrzysk w Albertville wciąż daleko, ale Norwegowie mają prawo czuć się rozczarowani.

Dość jednak o przegranych, wszak porażki jednych są zwycięstwem drugich. Dzisiaj powody do świętowania ponownie mają Niemcy. Arnd Peiffer przypomniał sobie, że medale potrafi zdobywać nie tylko drużynowo, ale też indywidualnie. W 2011 roku wywalczył tytuł mistrza świata w sprincie, teraz dokłada do tego złoto olimpijskie w tej samej konkurencji. Wczoraj w biegu sprinterskim tylko trzy panie strzelały bezbłędnie, dzisiaj czterech biathlonistów nie musiało pokonywać karnej rundy. W tym gronie był Peiffer, któremu w zasadzie to wystarczyło do zdobycia złota. Na trasie aż siedemnastu zawodników spisało się lepiej od Niemca.

Co ciekawe w tym gronie był również Michal Krcmar. Czech również strzelał bezbłędnie, więc wydawałoby się, że powinien być przed Peifferem. Czemu tak nie jest? Bo stracił więcej sekund na strzelnicy i tym elementem przegrał złoto. Reprezentant zza naszej południowej granicy doczekali się kolejnego medalisty poważnej imprezy. W samym XXI wieku było ich już kilku: Zdenek Vitek, Roman Dostal, Michal Slesingr, Jaroslav Soukup, Ondrej Moravec - mamy im czego zazdrościć...

To nie jedyna niespodzianka na podium. Trzecie miejsce wywalczył Dominik Windisch, a więc zawodnik solidny, na którego jednak nikt nie stawiał w kontekście medalu. A jednak Włoch, który przed dwoma laty wygrał bieg masowy w Canmore ponownie pokusił się o niespodziankę. 28-latek stoczył korespondencyjną walkę z Julianem Eberhardem. Początkowo to Austriak uzyskiwał lepsze czasy, ale na "kresce" górą o siedem dziesiątych sekundy okazał się Włoch.

Polacy solidarnie zaliczyli po dwie karne rundy. Na trasie nieco szybszy okazał się Grzegorz Guzik, który zajął 59. miejsce dające prawo startu w biegu na dochodzenie. Andrzej Nędza-Kubiniec sklasyfikowany został osiem lokat niżej, ale i tak jest to jego trzeci najlepszy występ w karierze.

WYNIKI

fot. Szymon Sikora

Powiązane osoby

 Czechy | mężczyzna | Michal Krcmar

 Włochy | mężczyzna | Dominik Windisch

 Niemcy | mężczyzna | Arnd Peiffer