Ruhpolding szczęśliwe dla polskiej sztafety.

Polacy po raz drugi od momentu zakończenia kariery przez Tomasza Sikorę uniknęli zdjęcia z trasy podczas biegu sztafetowego. Ostatni taki start miał miejsce rok temu również w Ruhpolding.

Do ostatniego strzelania walczyliśmy o miejsce w czołowej piętnastce, co również nie zdarzyło się już dawno. Niestety Mateusz Janik biegał karne rundy, co zepchnęło naszą czwórkę na 20. lokatę. Oto co do powiedzenia po swoim występie mieli kolejno Łukasz Szczurek, Andrzej Nędza-Kubiniec, Grzegorz Guzik i Mateusz Janik.

ŁUKASZ SZCZUREK:

- Wydaje mi się, że często ważniejsze od warunków pogodowych jest samopoczucie. W Oberhofie czułem się dobrze i deszcz mi w ogóle nie przeszkadzał, dzisiaj czułem się gorzej i nawet świecące słońce nie pomagało.

- To nie był mój dzień, czułem się ociężały od samego rana. Cieszę się, że wybroniłem się na strzelnicy i przyprowadziłem sztafetę ze stratą umożliwiającą dalszą walkę. Dałem z siebie wszystko, nie kalkulowałem, że jutro w Arber jest ważny bieg, dla mnie może najważniejszy w całym sezonie.

ANDRZEJ NĘDZA-KUBINIEC:

- Ruszyłem mocno od samego startu, nie myślałem w ogóle o tym, co będzie później. Stwierdziłem, że nie ma się co bawić w rozkładanie sił. Od razu złapałem Krcmara i wiozłem się za nim. Zastanawiałem się czy dobrze robię, bo Czech należy przecież do światowej czołówki, ale postawiłem wszystko na jedną kartę i myślę, że dobrze wyszło. To ostatnie kółko mogło być co prawda lepsze, od tego szarżowania troszeczkę zabrakło już sił.

- Nareszcie udało się strzelić bezbłędnie. Pokazałem sobie, że potrafię strzelać. Musze to robić spokojniej. Czasami bezmyślnie popędzam strzały i wyrzucam je nie wiadomo gdzie i po co. Życzę sobie takiego samego strzelania jutro w Arber.


GRZEGORZ GUZIK:

- W końcu ta sztafeta wyszła mi dobrze. Przy pierwszym pudle na leżaku trochę w głowie mi się niepotrzebnie przypomniała sytuacja w Oberhofie, ale cieszę się, że wyratowałem się w siedmiu strzałach, bo dzięki temu na kolejną rundę wybiegałem w grupie zawodników, a wiadomo, że wtedy zawsze lepiej się biegnie.

- Cieszę się, że nie odstawałem. Trasa jak na te warunki jest bardzo dobrze przygotowana, ale ja nie lubię takiej śnieżnej kaszy. Potrafiłem się zmusić do tego, żeby zrekompensować drużynie to co wydarzyło się podczas poprzednich sztafet. Oby więcej takich występów. Udało się nie dać zdublować w zeszłym roku, udało się w tym roku, liczę, że będziemy w stanie dobiegać do mety coraz częściej i nie tylko w Ruhpolding.

 

MATEUSZ JANIK:

- Byłem wycieńczony wczorajszym startem w Arber, ale gdy już pojawiłem się na trasie to muszę przyznać, że biegło mi się dobrze. Pierwsze strzelanie w moim wykonaniu było spokojne, a do tego wydaje mi się, że spędziłem na nim mało czasu. Na drugim okrążeniu popełniłem błąd, za bardzo się szarpnąłem w końcówce. Ostatnio mam bardzo duże problemy ze stójką, cały czas coś jest nie tak. Obawiałem się tego strzelania i moje obawy się niestety ziściły. Ogromna szkoda, bo mieliśmy szanse na jeden z najlepszych rezultatów ostatnich lat.

- Jestem rozczarowany swoją postawą w tym sezonie. Liczyłem, że uda mi się zakwalifikować na igrzyska. Miałem ku temu podstawy, bo lato było jednym z bardziej udanych w mojej przygodzie z biathlonem. Na letnich mistrzostwach Czech startowałem na równi z zawodnikami, którzy tutaj walczą o podium. Dlatego też cieszę się z możliwości takiego startu jak dzisiaj. Jest to zupełnie inne bieganie, jeśli ma się bezpośredni kontakt z najlepszymi.

- Chłopaki na pierwszych trzech zmianach zaprezentowali się bardzo dobrze. To dzięki nim moja wpadka nie zakończyła się dublem. Tym bardziej jestem zawiedziony, że przeszkodziłem drużynie w odniesieniu dobrego wyniku.

Powiązane osoby

 Polska | mężczyzna | Andrzej Nędza-Kubiniec

 Polska | mężczyzna | Mateusz Janik

 Polska | mężczyzna | Grzegorz Guzik

 Polska | mężczyzna | Łukasz Szczurek