Chodzące szczęście – tak najcelniej można określić Weronikę Nowakowską po zajęciu czwartego miejsca w biegu na dochodzenie podczas Pucharu Świata w Oberhofie. Oprócz wysokiego miejsca Polka radowała się również z pierwszego w karierze biegu z czterema strzelaniami, w którym nie spudłowała ani razu.

Jak się czujesz po najlepszym biegu w swoim wykonaniu od pamiętnych mistrzostw świata w Kontiolahti?

- Niesamowicie. Po raz pierwszy w dziesięcioletniej karierze przy czterokrotnym strzelaniu byłam bezbłędna! Kilka razy zdarzało mi się już pudłować podczas czwartego strzelania, ale takiego występu jak dziś, jeszcze nie miałam. Po biegu sprinterskim zmagałam się z ogromnym bólem pleców. Miałam czarne myśli, czy w ogóle będę w stanie wystartować. Dziękuję zespołowi, który zdołał mnie postawić na nogi.

Trener Torgersen zdradził, że kryzys miałaś również na środowym treningu. Może u ciebie im gorzej tym lepiej?

-  Coś w tym jest, bo przed mistrzostwami świata w Kontiolahti tez nie czułam się najlepiej. Przed przyjazdem tutaj przez tydzień zmagałam się z takim małym przeziębieniem. Nie miałam gorączki, ale kaszlałam i byłam osłabiona. Może już tak musi być, że coś wybija mnie z rytmu. Wtedy skupiam się całkowicie na zadaniu i za tym idą wyniki.

Jaka była twoja taktyka na ten bieg? Zacząć wolniej i przyspieszać, z każdym kilometrem?

- Ewidentnie starałam się dzisiaj przypilnować strzelania. Taktyka biegu była taka, żeby początek był spokojny. Stąd dałam się wyprzedzić Domraczewej, nie próbowałam się jej trzymać i biegłam swoim spokojnym tempem. Mam poczucie, że z koła na koło przyspieszałam. Uważam, że rozegrałam ten bieg dobrze taktycznie zarówno na trasie, jak i na strzelnicy.

Po poprzednich swoich występach opowiadałaś, że w pewnym momencie na strzelnicy docierało do Ciebie, że zaraz możesz być na bardzo wysokim miejscu i przez to pudłowałaś. Dzisiaj udało ci się wyłączyć takie myślenie?

- Od początku do końca podążałam za obraną taktyką. Wczoraj miałam sesję z moją coach, z którą kontaktuje się już teraz zdecydowanie rzadziej. Bardzo dobrze radzę sobie sama ze sobą, ale akurat wczoraj poprosiłam o dwudziestominutową rozmowę i razem opracowałyśmy taktykę na dzisiejszy wyścig, która okazała się bardzo skuteczna.

Dodajmy, że warunki jak na Oberhof były dzisiaj bardzo dobre. Stojąc na strzelnicy przed ostatnim strzelaniem pomyślałem sobie o tobie „jak nie teraz to kiedy?”. Były momenty, że absolutnie nie było czuć wiatru. Też miałaś takie wrażenie?

- Jak na Oberhof warunki były bardzo sprzyjające. Nie było ani mgły, ani zbyt mocnego wiatru. Dla mnie tegoroczne zawody na tym obiekcie były wyjątkowo łaskawe. Porównuję je z tymi z sezonu mistrzostw świata w Kontiolahti. Wtedy też byłam dwukrotnie w pierwszej dziesiątce – na dziewiątym i dziesiątym miejscu. Traktuję to jako dobry prognostyk. Napawa mnie to optymizmem i dodatkową motywacją.

Strzelanie w postawie leżąc opanowałaś niemal do perfekcji. Nie licząc biegu sztafetowego w Hochfilzen, gdzie panowały bardzo trudne warunki, spudłowałaś właściwie tylko podczas biegu masowego w Annecy.

-
Zawsze lepiej czułam się w strzelaniu w postawie leżąc. Jestem silniejsza dzięki temu, że w okresie letnim trener wprowadził nam bardzo dużo treningów na emocjach. Rywalizowałyśmy między sobą i to teraz procentuje. Nie mogę powiedzieć, że nie odczuwam stresu, bo towarzyszy mi on podczas każdych zawodów. Zawsze mam jednak w głowie słowa trenera Tobiasa, który powiedział mi: „Wera, to nie chodzi o to, żeby nie mieć stresu, tylko o to by umieć nad nim zapanować”. Tego nas uczył całe lato i to daje efekt szczególnie w takich biegach jak ten.

Na ostatniej pętli biegowej obawialiśmy się napierającej Kaisy Makarainen. Wydawało się, że rozpędzona Finka może przypuścić atak na twoją pozycję. Na ile miałaś jeszcze sił, a na ile biegłaś już sercem?

-
Zawsze biegnę sercem. Czasem mam wrażenie, że biegam na 110%. Dzięki dzisiejszej taktyce nie szarpałam się tak na pierwszych kilometrach i dzięki temu miałam siły żeby odeprzeć atak Kaisy na ostatnim okrążeniu.

Poziom dzisiejszych zawodów był bardzo wysoki. Umówmy się – w innych okolicznościach startując z szóstej pozycji przy bezbłędnym strzelaniu podium miałabyś w kieszenie. Nie zmienia to jednak faktu, że chyba fajnie znowu uczestniczyć w dekoracji kwiatowej?

- Bardzo miło. W czwartek swoje kwiatki oddałam naszemu serwisowi. Rzadko się o nich mówi, a oni cholernie ciężko pracują na nasze sukcesy. Dzisiaj kwiatki rzuciłam w stronę tłumu.

Widać postęp całej drużyny. Po raz drugi w sezonie wszystkie cztery wywalczyłyście punkty Pucharu Świata. Może faktycznie Magda, Krysia i Monika nie zajmują tak eksponowanych miejsc jak ty, ale znowu składa nam się to wszystko w jakieś takie fajne klocki przed biegiem sztafetowym.

- Myślę, że woreczek się rozwiązał i już wkrótce nie tylko ja, ale pozostałe dziewczyny też pokażą swój najlepszy poziom. Może teraz przy okazji moich sukcesów się o tym nie mówi, ale każdą z nas stać na takie wyniki.

Czy przy obecnej formie robi ci to jeszcze jakąś różnicę na której zmianie pobiegniesz?

- Jakąkolwiek zmianę bym nie dostała będę się starała wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Oczywiście, że są odcinki, na których czuję się lepiej i te, na których czuję się gorzej. Nigdy nie chciałam zmieniać ostatniej zmiany, ale jeśli w obecnej sytuacji trener uzna, że to ja powinnam ją pobiec to dam z siebie wszystko. Wierzę w tę sztafetę, szczególnie w kontekście Pjongczang

Za tobą najlepszy początek roku w całej historii twoich startów. Chyba dobrze, że przydarza ci się to akurat w sezonie, w którym kończysz swoją przygodę z biathlonem?

- Bardzo się z tego cieszę. W tym roku mamy igrzyska olimpijskie. Nie chcę dmuchać balonika, ale wiem, że mnie i drużynę stać na sukces. Mówiłam o tym dawno temu i wtedy to się mogło wydawać śmieszne. Dzisiaj już widać, że trzeba się będzie z nami liczyć.

Powiązane osoby

 Polska | kobieta | Weronika Nowakowska