Torgersen: Wciąż nie pokazaliśmy swojego maksimum

Uśmiechnięty od ucha do ucha - taki po czwartkowym biegu sprinterskim pań, w którym Weronika Nowakowska zajęła szóste miejsce był trener naszej reprezentacji Tobias Torgersen, z którym rozmawialiśmy m. in. o oczekiwaniach wobec startu naszej sztafety, przyczynach słabszego początku sezonu Moniki Hojnisz oraz o tym czy Polki wystartują w Anterselwie.

W końcu po zawodach nie było nikogo do podnoszenia na duchu, pierwszy raz wszystkie cztery zawodniczki zdobyły punkty. Czy wczorajszy dzień był najlepszym od czasu kiedy został Pan trenerem reprezentacji Polski?


- W końcu udało nam się osiągnąć topowy rezultat.  Zapracowaliśmy na ten wynik całą drużyną i śmiało mogę powiedzieć, że od początku sezonu był to nasz najlepszy dzień. Były obawy o Weronikę Nowakowską, bo w środę nie czuła się najlepiej i na treningu nie wykonała całego planu. Baliśmy się, że może być chora. Na szczęście wszystko poszło w dobrym kierunku, ale mogło to mieć pewien wpływ na to, że zabrakło jej trochę sił na ostatnim okrążeniu.

Jest Pan w pełni wczorajszymi wynikami? Żadna z naszych biathlonistek nie okazała się bezbłędna na strzelnicy i mimo ogólnego zadowolenia można chyba odczuwać pewien niedosyt?

- To jest pozytywna uwaga. Wyniki były niezłe, pomimo, że nie pokazaliśmy jeszcze swojego maksimum. Każda z naszych zawodniczek może strzelać lepiej, strzelać szybciej, wszystkie wciąż mają coś do poprawki jeśli chodzi o technikę i taktykę biegu. Jest wiele małych rzeczy, które możemy robić lepiej. Podobało mi się wczoraj jak dziewczyny reagowały na zmieniające się warunki na strzelnicy. Gdy trzeba było się wstrzymać z oddaniem strzału i zastosować poprawkę, robiły to.

Podczas biegu zamiast na strzelnicy był Pan na trasie. Czuje się Pan tam bardziej pomocny?

- Czuję się pomocny, gdziekolwiek jestem. Staram się rotować i raz stoję za lunetą, raz idę na trasę. Podczas sprintów zazwyczaj wybieram to drugie miejsce. Lubię przypominać zawodniczkom w czasie biegu nad czym ostatnio pracowaliśmy i o czym nie powinny zapominać. Rozmawiam z nimi i pytam czy danego dnia chcą żebym był na strzelnicy czy na trasie. Jeśli na trasie to wspólnie wybieramy miejsce, w którym stoję.

Wiem, że wciąż rozpamiętuje Pan występ sztafety w Hochfilzen. Myślał Pan nad ewentualnymi zmianami w ustawieniu naszej czwórki?

- Myślę o nich cały czas. Wracając do tamtego biegu musimy wziąć pod uwagę, że to były niecodzienne zawody. Gdyby spojrzeć na wyniki to nie można powiedzieć, że w czołówce znalazły się najlepsze sztafety na świecie. One były najlepsze tamtego dnia, ale generalnie Szwajcarii, Kanady i Japonii nie zaliczylibyśmy do miana najlepszych. My uważamy, że nie jesteśmy gorsi od tych drużyn i też powinniśmy walczyć o lokaty w czołówce. Gdy są trudne warunki na strzelnicy, nasze szanse rosną. Rozczarowujące jest to, że nie wykorzystaliśmy tej szansy.

Zdaje Pan sobie sprawę, że po takim występie jak wczoraj oczekiwania wobec naszej sztafety ponownie wzrosną?

- Nie dziwię się temu, bo na papierze jesteśmy mocną sztafetą. Jeśli każda z naszych zawodniczek pokaże swój najwyższy poziom to z pewnością możemy walczyć o podium. Oczywiście nie jesteśmy w gronie faworytów, ale chcemy być w grupie pretendentów. Na pewno żeby móc odgrywać czołowe role będziemy musieli liczyć na błędy rywali. Musimy nauczyć się je wykorzystywać. Wiem jednak, że na chwilę obecną nie mamy za sobą aż tylu udanych biegów, żeby mieć prawo oczekiwać podium w sztafecie.

Najszybszą z Polek była w czwartek Monika Hojnisz. Jest Pan zaskoczony tym faktem? Abstrahując od jej formy, biegła z jednym z ostatnich numerów na podniszczonej trasie przy coraz gęstszych opadach śniegu.

- Trasa trzymała się całkiem nieźle, można było zaprezentować swoje biegowe umiejętności startując z każdym numerem. Faktycznie podczas drugiej połowy występu Moniki zaczął padać najpierw deszcz, a potem śnieg i faktycznie trasa zrobiła się wolniejsza, co mogło mieć wpływ na to, że na ostatnim okrążeniu straciła kilka sekund. Będąc na trasie widziałem, że porusza się w zdecydowanie lepszym tempie, niż robiła to w grudniu. Wróciła do nas Monika, którą obserwowałem przez cały okres przygotowawczy.

Wie Pan już co się z nią działo na początku sezonu?

- Staramy się odpowiedzieć na to pytanie. Prawdopodobnie na jej niepowodzenia składało się wiele małych rzeczy. Oczywistym jest, że nie spisywała się za dobrze na strzelnicy. Przeważnie miała jedno pudło więcej od koleżanek. Niewykluczone, że obciążenia w samej końcówce przygotowań były dla niej trochę za wysokie i w osiągnięciu niezłych wyników przeszkadzało jej zmęczenie. W święta miała trochę czasu żeby odpocząć, przepracowała ten okres bardzo dobrze i mam nadzieję, że w ocenie całego sezonu w jej wykonaniu o tym słabszym początku w ogóle nie będzie się mówić.

Może Pan potwierdzić, że dziewczyny, które zakwalifikują się na igrzyska olimpijskie nie wystartują w Anterselwie?

- Taki jest plan na ten moment. Po zawodach w Ruhpolding zostajemy tam na zgrupowaniu. Uznałem, że na tym etapie sezonu bardziej od trzeciego weekendu startowego z rzędu przyda nam się okres spokojnego treningu. Oczywiście jeśli w mojej ocenie, któraś z dziewczyn będzie potrzebować dodatkowego startu to nie wykluczam, że w Anterselwie pojawi się w stawce. Zobaczymy jak będzie się układać klasyfikacja generalna, w której coraz lepszą pozycję zdobywa Weronika Nowakowska. Być może nie będzie sensu tracić przed igrzyskami szans na wysoki ranking. Będziemy o tym decydować na bieżąco. Najważniejsze jest to aby w Pjongczang być móc rywalizować na możliwie najwyższym poziomie i w mojej ocenie by tak było należy poczynić jakieś poświęcenia.

W sobotę druga część wywiadu w której m. in o naszych biathlonistach, Bjoerndalenie oraz o tym czy trener Torgersen uważa się za dyktatora.