Łukasz Szczurek był dzisiaj najszybszy z trójki Polaków rywalizujących w sprincie w Oberhofie, ale trzy karne rundy spowodowały, że na mecie uzyskał dopiero 73. rezultat. – Zupełnie inaczej sobie wyobrażałem ten bieg – powiedział na mecie.

Dwie karne rundy po pierwszym strzelaniu i jedna po drugiej wizycie na strzelnicy. W sumie więc Łukasz Szczurek zamiast 10000m pokonał dystans 10450m. Na trasie mistrz świata juniorów młodszych z 2007 roku okazał się o sześć sekund szybszy od Grzegorza Guzika.

- Bardzo szkoda tego strzelania, ale cieszę się, że dyspozycja biegowa była niezła. W przerwie świątecznej w kraju były ciężkie warunki śniegowe. Trochę musieliśmy improwizować i nie udało się zrobić tyle treningu na nartach ile mieliśmy w planie – tłumaczył się Szczurek.

Najbardziej doświadczony obecnie polski biathlonista już jutro wystartuje w zawodach Pucharu IBU w Osrblie, po to by w niedzielę ponownie pojawić się w Oberhofie i wziąć udział w biegu sztafetowym.

- Nie boję się o jutrzejszy bieg, bo już w Obertilliach pokazaliśmy, że dobry występ z dnia na dzień po długiej podróży jest możliwy. Bardziej obawiam się o niedzielny start w sztafecie. Stawka jest bardzo wysoka, każdy chce jechać na igrzyska i musimy coś poświęcić. Trzeba wykorzystać każdą okazję, aby polepszyć swoją sytuację w walce o igrzyska – powiedział Szczurek.

- Nie ukrywam, że po strzeleniu trzech karnych rund wiedziałem już, że w kontekście walki o igrzyska nic mi to nie da, więc pojawiły się myśli, żeby odpuścić. Szybko jednak je porzuciłem i biegłem na maksa do samej mety. Może to pomoże mi być jutro pobudzonym już od pierwszego okrążenia – zakończył.

Powiązane osoby

 Polska | mężczyzna | Łukasz Szczurek